Upadek branży prawniczej

Zagraniczna prasa od lat donosi, że branża prawnicza nie jest już, a co gorsza nigdy nie będzie, tym czym była  (Big Law Steps into Uncertain Times,  Why More Law Firms Will Go the Way of Dewey & LeBoeuf). Upadek Big Law doczekał się przystępnych opracowań ekonomicznych, a nawet artykułów naukowych. Od lat (jeszcze przed “kryzysem”) funkcjonuje dobry blog o prawniczym biznesie – Adam Smith, Esq.

Recesja na rynku i podupadanie firm prawniczych przekładają się na  prognozy dla szkół kształcących prawników (NY Times: Law Schools’ Applications Fall as Costs Rise and Jobs Are Cuta ostatnio ABA Journal: Massive Layoffs Predicted…). Problemy i bankructwa firm prawniczych, mniej ofert pracy i niższe zarobki, spadek liczby studentów etc. Kolejny dobrze opisany temat to zmiana modelu biznesowego (np. AxiomLaw) dla całej branży.

Dotąd nie odnosiłem tego do polskiego rynku.  Branża prawnicza jeszcze na dobre nie rozwinęła w Polsce skrzydeł, więc problemy rynków dojrzałych powinny ją ominąć (wartość usług prawniczych w Polsce to 200- 300 milionów euro, przy kilkudziesięciu miliardach w UK i kilkuset miliardach w USA). Nie tylko rozmiar popytu różni nasz rynek od dojrzałych – także rozmach (zatrudnienie) i historia firm prawniczych. Ledwie kilkadziesiąt  kancelarii w Polsce zatrudnia więcej niż 10 prawników, przy kilkuset  firmach zatrudniających więcej niż 100 prawników w USA. Ledwie dwadzieścia lat istnieją najstarsze z dużych/średnich polskich kancelarii, gdy spośród największych w USA większość działa od kilkudziesięciu lat, kilkanaście od stu lat (w tym wszystkie firmy z tzw. White Shoe), a kilka ma historię naprawdę długą – jak Cadwalader, Wickersham & Taft – funkcjonująca nieprzerwanie od 1792, czy Cravath, Swaine & Moore – założona w 1819.

Co mnie skłoniło do zmiany zdania? Lektura serwisu Polski Prawnik (to taki lokalny The American Lawyer). Bywa ona zabawna (sporo humorystycznych quizo-newsów w rodzaju “Czy wiesz w czym specjalizują się nowi radcowie w Kancelarii Dittmajer?”albo “Kancelaria CWW: specjalizacja jest przyszłością rynku usług prawniczych“), ale bardzo często jest po prostu pouczająca – polski rynek prawniczy jest mało przejrzysty (kto i za ile pracuje dla jakiego klienta), a Polski Prawnik stara się go opisać.

Ostatnio Polski Prawnik informował o rozstrzygnięciu przetargu na obsługę Ministerstwa Skarbu Państwa w prywatyzacji Energa S.A. (komplet dokumentów przetargowych tutaj). Wygrał warszawski Linklaters proponując wynagrodzenie w wysokości… 224 tys. złotych. Niewiele więcej proponowały inne międzynarodowe firmy prawnicze: Allen Overy 250 tys. zł, White & Case 300 tys. zł, Norton Rose – 379 tys. zł, Clifford Chance – 435,5 tys. zł, Weil Gotshal – 608,5 tys. zł oraz K&L Gates – 659 tys. zł.

Warszawskie biuro Linklaters nie podzieliło dotąd losu innych biur w Europie Środkowo-Wschodniej w 2008 (z których niektóre radzą sobie na lokalnych rynkach całkiem dobrze), ale ostatnie lata nie były dla tej firmy szczególnie łaskawe (zob. The incredible shrinking law firm).

Warto w tym kontekście spojrzeć na zakres usług zlecanych doradcy:

Do zakresu przedmiotu zamówienia zalicza się wykonanie następujących „Zleconych Prac”: (1) doradztwo prawne na rzecz Skarbu Państwa w związku ze sprzedażą akcji Spółki,w ramach pierwszej oferty publicznej, skierowanej do inwestorów instytucjonalnych w kraju i za granicą, w tym w USA zgodnie z Regułą 144A, na podstawie międzynarodowego dokumentu ofertowego typu „International Offering Circular” („IOC”), której to ofercie może ewentualnie towarzyszyć emisja nowych akcji Spółki; (2) doradztwo prawne przy sporządzaniu umów z bankami inwestycyjnymi dotyczących oferowania papierów wartościowych (Mandate Letter); (3) doradztwo w zakresie dotyczącym zawierania przez Zleceniodawcę umów z podmiotami biorącymi udział w oferowaniu akcji, w szczególności zawarcia umowy gwarantującej powodzenie emisji (Underwriting Agreement) oraz innych związanych z nią umów (w tym umowy opcji stabilizacyjnej, jeżeli będzie zastosowana); (4) uczestnictwo w spotkaniach i telekonferencjach z podmiotami biorącymi udział w oferowaniu akcji, z doradcami Spółki biorącymi udział w pierwszej ofercie publicznej; (5)doradztwo w zakresie identyfikacji i eliminacji ryzyk prawnych związanych z przeprowadzeniem transakcji; (6) wydanie zwyczajowych opinii prawnych związanych z transakcją, w szczególności w przedmiocie zagadnień korporacyjnych, IOC oraz ważności i skuteczności umów, o których mowa w pkt 3; (7) świadczenie bieżącego doradztwa w zakresie dotyczącym transakcji.

Niezbędny będzie spory nakład czasu (skromnie licząc 1500 godzin pracy) i skorzystanie z pomocy prawników z amerykańskiego biura (a pewnie też angielskiego). Realistyczny koszt takiego projektu to 1,2 – 1,5 mln złotych. Zaproponowane 224 tys. wystarczy może na pensje najmłodszych stażem członków zespołu. Zabraknie budżetu na wynagrodzenia starszych prawników, koszty stałe, podróże, nocne telekonferencje z Nowym Jorkiem. Zabraknie też oczywiście pieniędzy dla partnerów. Gdyby całość dokumentacji była po angielsku (w tym prospekt) pomyślałbym – ok, mają wykupiony  ryczałt na kilkadziesiąt tysięcy godzin w Pangea3 (czy innym centrum outsourcingowym w Indiach – zob. artykuł w Economist), którego nie ma czym wykorzystać, więc warto sprzedać ten czas swoim klientom za jakąkolwiek cenę minimalizując stratę. Ale nie – część prospektu będzie po angielsku, ale część pracy, która nadaje się do outsourcingu do Indii jest minimalna (Rule 144A, a to i tak ostrożnie z uwagi na zalecenia ABA – plik pdf).  Na tym projekcie dla Skarbu Państwa  nie da się zarobić, więcej – nie da się do niego nie dopłacić.

Jeśli międzynarodowe kancelarie przestają być drogie, to co będzie dalej? Zmieniają model biznesowy? Co z jakością? Drapieżnictwo cenowe dużych wytnie z rynku małych? Część międzynarodowych wycofa się z polskiego rynku? Pewnie będzie wszystkiego po trochę.

Siedzę już z wiaderkiem popkornu przed Polskim Prawnikiem 🙂

This entry was posted in BigLaw, rynki wschodzące, USA and tagged . Bookmark the permalink.

8 Responses to Upadek branży prawniczej

  1. Tak, już ze wszystkich stron larum słychać. Kancelarie, opracowując strategie, powinny pomyśleć o wyborze jednej z trzech dróg: (1) specjalizacja, (2) poszerzenie usług o komplementarne usługi nieprawnicze, (3) wyjście z sektora.

  2. Polski Prawnik jest rzeczywiście czasem zabawny, szczególnie gdy czytam np. że jakaś kancelaria wygrała proces o 80.000 złotych, albo prowadzi inne “grube” sprawy. Szczerze mówiąc mnie, jako małego uczestnika rynku niewiele to obchodzi, a nawet bawi. Do tego stopnia, że wpadliśmy ze znajomym na pomysł, że zawezwiemy się nawzajem do próby ugodowej na 1 miliard złotych i co więcej zawrzemy ugodę, a następnie na Polskim Prawniku odtrąbimy sukces w postaci szczęśliwej finalizacji sprawy o miliard złotych…

    Portal Polski Prawnik pisze o rzeczach, które dotyczą niewielkiej liczby topowych kancelarii w Polsce, podczas gdy rynek usług prawniczych jest tak rozdrobniony, że większość jego uczestników ma serdecznie gdzieś co wypisuje się na Polskim Prawniku, bo mają zupełnie inną skalę działalności i model komunikacji z klientem i konkurencją.

    Zastanawiam się czy ktoś robił w Polsce badania – na zasadzie – jaki jest udział w rynku największych graczy, a jaki najmniejszych. Chciałbym je zobaczyć, a wnioski z nich mogłyby być ciekawe także dla redakcji Polskiego Prawnika.

    To co się dzieje natomiast w tym przetargu to nie nowość. Te kancelarie chcą się po prostu pochwalić doświadczeniem realizacji takiego projektu dla Skarbu Państwa, na tyle, że uciekają się do sprzedaży grubo poniżej kosztów, liczą na późniejsze zdyskontowanie tego w marketingu wobec innych klientów, sądzę jednak że mogą się przeliczyć i to grubo. Dotychczas zresztą była to chyba domena mniejszych firm, aspirujących do czołówki…

    • nie ma takich badań bo nikt nie zna wielkości sektora. GUS wrzuca kancelarie prawne do jednego worka z innymi firmami usługowymi. W efekcie nie znamy ani struktury ani dynamiki naszej branży.

    • Tomasz Lustyk says:

      z całym szacunkiem: to Panowie nie znacie dynamiki, ni struktury branży. Branża wie, kto wygrywa przetargi, a zatem wydedukuje z grubsza, za ile.

    • Obawiam się jednak Panie Tomaszu, że nie znamy dynamiki i stuktury branży. Czy jest Pan w stanie oszacować czy i w jakim tempie branża rośnie (kurczy się)? Chyba jednak nie…
      GUS danych nie podaje, można liczyć na podstawie rankingów ale tam tylko niektóre kancelarie podają przychody. Można iść do KRS ale tam prawie wyłącznie prawnicze spółki komandytowe – a więc też specyficzny segment naszego sektora.
      W USA statystyka branżowa jest na fantastycznym poziomie. Zatrudnienie w sektorze, średnie stawki, średnia ilość godzin, przychody, zyski na partnera…. Wszystko to na wyciągnięcie ręki. W Polsce natomiast szczątkowe dane gromadzone przez samorządy i ministerstwo sprawiedliwości. Przeprowadzenie analizy sektorowej prawie niemożliwe.

  3. michal says:

    Dziękuję za komentarze.

    @RS:
    O zmnianach rynku słyszy się (czyta) głównie w kontekście rynków anglosaskich. Nadal nie wiem czy (a jeśli, to jak) przełoży się to na polskie warunki – z jednej strony rynek warszawski wydawał mi się mniej nasycony niż nowojorski 40 lat temu i myślałem, że wiele jeszcze organicznego rozwoju przed nami, ale zaczynam się zastanawiać czy nie ominiemy jednak pewnego etapu (rozwoju i dominacji Big Law) – bo choć jesteśmy “obok” globalizacji rynku prawniczego (język), to ekonomia jest ta sama. Pytanie czy Białystok może być polskim Bangalore i czy mniejsza konkurencja w Polsce nie jest zniwelowana rozmiarem/płytkością rynku.

    Specjalizacja to dobra recepta – ale trudny proces, bo wymaga świadomego odrzucania spraw, branży, klientów. Nie każdy jest w stanie sobie na to pozwolić (mentalnie, bardziej niż finansowo). Komplementarne usługi – z tym się zgadzam (i z powodzeniem stosuję). Ale wyjścia z sektora nie zrozumiałem? Co miał pan na myśli?

    @BS: W sumie PP jest bardzo OK, zbiera informacje (bardziej nawet niż ploteczki) o rynku, który jest mało opisany, a przede wszystkim nie “policzony”. Co mi nie pasuje w PP to raczej nie skupienie na wyższej półce, bo to naturalne i łatwe, a przy tym newsów z małych i średnich kancelarii jest sporo, ale właśnie anty-newsowość niektórych: “kancelaria WKB postanowiła nie zmieniać siedziby!”, “w czym specjalizują się nowi radcy w kancelarii D”. So what? Ale rozumiem, że mamy inną perspektywę i rynek.

    Co do pracy nad IPO za 200K – to wydaje mi się, że to droga do nikąd. Oczywiście zawsze to można jakoś tłumaczyć centrali, że prestiż, doświadczenie, że “being in the loop” (choć tego nie kupuję), ale na koniec dnia nie da się długo działać ze stratą. A kto będzie chciał płacić więcej, skoro wie, że może mniej? Błąd też zamawiającego, który pobudza dumping – raz czy drugi będzie tanio, ale czy będzie w stanie wyegzekwować jakość?

  4. Witam Panie Michale!

    Bardzo ciekawy artykuł Pan napisał! 🙂

    Nie znam dogłębnie naszej branży. Nie będę więc dyskutował i się wymądrzał.

    Mogę tylko powiedzieć, co obserwuję. A obserwuję znaczące zainteresowanie strategiami e-marketingowymi zarówno w dużych, jak i w małych kancelariach. I jest to dość dynamiczny wzrost w przeciągu ostatnich 2 lat. Ten fakt nie wynika tylko ze wzrostu znaczenia internetu w naszym życiu, ale ze zmian w branży. Do momentu bowiem, do którego prawnicy nie odczuwali własnej konkurencji, skuteczność marketingowa ich nie za bardzo interesowała.

    Obserwuję również inne podejście biznesowe. I to nie tylko oferowanie usług komplemenetarnych, ale co ciekawe właśnie wychodzenie poza branżę, o której wspominał Ryszrad Sowiński.

    Zatem zmienia się dużo.

    I kto wie, być może “erozja” tradycyjnego modelu biznesowego prowadzenia kancelarii prawnej przybierze w PL zupłenie inny wymiar, niż w USA.

    Dziękuję Panie Michale i pozdrawiam!
    Rafal

    • michal says:

      @TL: Komentarz tyleż błyskotliwy (“branża wie kto, więc wie za ile”), co kompletnie oderwany od notki i poprzednich komentarzy, do których się Pan odnosi.

      @RC: Przyznam, że przyjmuję wyrazy uznania z niejakim zakłopotaniem. Akurat w ostatniej notce nic specjalnie odkrywczego nie ma; mam tu znacznie lepsze 🙂
      E-marketing to raczej małe i średnie firmy prawnicze, niż te duże. Nie sądzę żeby Minister Skarbu wybierał dorzucił parę punktów Linklaters za bloga “Jak napisać prospekt emisyjny w 7 dni” (nawet gdyby istniał i był poczytny). Czy to może być element promocji usług high-endowych? Wątpię. Masowy klient i powtarzalne usługi – na pewno tak; to może być droga dla niektórych dużych firm, dla których najbardziej wymagający klient jest niedostępny.

Comments are closed.